Moje mieszkanie zawsze musiało być urządzone funkcjonalnie. Nie pamiętam też, żebym inaczej myślała o moim mieszkaniu. Przede wszystkim funkcjonalność, dopiero później estetyka. Dlatego nie wiem, jak to się stało, że w moim salonie kilka lat temu położyłam panele. W ciągu tych kilku lat zdążyły już podejść w niektórych miejscach wodą, zarysować się, a nawet bardzo zarysować w miejscach, gdzie praktycznie bez przerwy jest jakiś rodzaj ruchu, czy to z przesuwania mebli, czy też zwyczajnie z chodzenia.

Kiedy zabrałam się na generalne, przemeblowanie mieszkania nie wiedziałam jeszcze, że moim oczom ukaże się widok rozpaczliwy. Tuż pod moim stolikiem, przy którym spędzam najwięcej czasu panele, były tak starte, że praktycznie przezroczyste! Zanim jednak  zdążyłam skonsultować, remont z rodziną w drzwiach czekał już fachowiec, z rodzimego Poznania, którego wezwał mój mąż. Mąż postanowił zamienić panele na płytki w moim ulubionym kolorze. Płytkarz, zasięgnąwszy, opinii udał, się do budowlanego sklepu w Poznaniu po materiały.

Płytki pod moim stołem to rewelacyjny i funkcjonalny pomysł, dlatego polecam go każdemu, kto ponad wszystko chce, aby jego dom był funkcjonalny!

 Niespodzianka na ścianie przy zlewie.

Pewnego pięknego poranka, jak zwykle o tej porze skierowałam swoje pierwsze kroki w stronę kuchni. W poszukiwaniu kawy z jednym jeszcze przymkniętym okiem poruszałam się po omacku, więc chwilkę jeszcze trwało nim doszłam w zupełności do pełnej formy. Kiedy oczy masz otwarte widzisz czasem coś, czego nie chciałbyś widzieć. Moim oczom natomiast ukazał się podłużny mokry i ciemny ślad tuż przy samym zlewie na gołej ścianie. Co tchu pobiegłam po środek odgrzybiający. Biegłam co sił i znowu doznałam olśnienia.

Czas najwyższy położyć płytki przy zlewie.

Te, które kupiłam   lata temu w Poznaniu, te, które płytkarz miał położyć, ale nie mogliśmy znaleźć wspólnego wolnego terminu, żeby się tym zająć. Myślę, że kawa nigdy jeszcze nie smakowała tak źle jak tego poranka. Zimna, mdła i przesłodzona skończyła w zlewie, który tak skutecznie zepsuł mi nastrój!

Kwiaty na balkonie, niestandardowo!

Zbliżała się wiosna, marzył mi się balkon, na którym oprócz popielniczki znalazłabym również kwiaty. Niestety tak się składa, że często nie ma mnie w domu i moje rośliny padłyby, zanim zaczęłyby kiełkować i rosnąć.

Sztuczne, plastikowe kwiaty również nie wchodziły w grę- nie przepadam za cmentarnym wystrojem. A więc co tu poradzić! Zainwestowałam już w zeszłym roku w tuje, takie małe balkonowe i fioletowe wrzosy, ale to nie rozwiązało mojej zachcianki. Nadal marzyłam o wielu kolorach na balkonie. W tym czasie planowałam też lekkie przemiany, które miały mi ułatwić funkcjonowanie i sprzątanie na balkonie.

Planowałam wyłożyć balkon płytkami ceramicznymi. To właśnie od płytkarza dowiedziałam się firmie z Poznania, która specjalizuje się w projektowaniu grafik elewacyjnych, na kamieniu, płytkach itp. Płytki w kolorze perłowym stanowiły cudowne tło dla moich nowych kwiatów. Dzięki radzie płytkarza mam teraz na balkonie mały całoroczny ogród!

Zabudowa starej zabytkowej wanny- moje płytki, moje pomysły.

Odziedziczyłam niedawno duży dom. Moja prababcia zawsze żyła dostatnio i z przepychem, ale w ostatnich latach jej życia niestety zaniedbaniu uległo nie tylko jej zdrowie, ale również przepiękny dom.

Bardzo się ucieszyłam, że dom przypadł właśnie mnie. Chociaż po głębszych oględzinach stwierdziłam, że rewitalizacja domu pochłonie majątek, to nie przejmowałam się tym wcale i dziarsko wzięłam się za sprzątanie. Postanowiłam szybko wprowadzić się do mojego domu i w związku z tym podjęłam decyzję, że na razie odnowię pomieszczenia, z których będę korzystać najczęściej.

Padło oczywiście na sypialnię, kuchnię no i oczywiście łazienkę. Zaczęłam od łazienki. Na samym środku stała wielka zabytkowa wanna. Głęboka, ciężka i prawie niezniszczona. Musiałam jedynie przykryć czymś goły beton, którym zabudowano wannę. Postawiłam na płytki. Musiałam skorzystać też z porady płytkarza, w związku z tym, że wanna była zabytkowa, nie mogłam położyć tam czegokolwiek. Płytkarz poradził oprawę z płytek w antycznym brązie i rudościach, materiały zakupiliśmy w pobliskim Poznaniu.

Nie uwierzycie jak dużo teraz czasu spędzam w wannie!

Kasetony zawróciły mi w głowie.

Remont łazienki. Wyzwanie na miarę moich możliwości. Od kilku tygodni przygotowuje projekt idealnej łazienki. Chociaż ograniczają mnie, nieco moje oszczędności to muszę przyznać, że pierwszy zarys projektu sprawił mi dużą przyjemność. Zdecydowałam, że połączenie ścian pokrytych płytkami w połączeniu z kasetonami na suficie będzie odpowiednie i nie przytłoczy mojej łazienki.

Płytkarz, któremu zleciłam prace remontowe, podjął się również montażu, kasetonów na podwieszanym suficie. W bazie płytkarzy, branżowcy z Poznania oferują na szczęście nie tylko usługi związane z kładzeniem płytek.

W innym przypadku musiałabym szukać kolejnego pana do zlecenia. Płytkarz przygotował ściany do płytek i sufit do kasetonów. Spokojnie zrealizował moje zlecenie, profesjonalnie podszedł do tematu. Od płytkarza dowiedziałam się również, że gdyby moja łazienka nie była tak dobrze wentylowana, nie poleciłby mi zastosowania kasetonów na suficie. Zawilgocenia sprawiłyby, że w krótkim czasie kasetony mogłyby zacząć odpadać i niszczeć.

Mała architektura w ogrodzie i piękne gresy.

Koniecznie muszę pochwalić się moim nowym ogrodem. Cudna aranżacja i jeszcze lepsze wykonanie projektu sprawiły, że mój byt stał się o niebo przyjemniejszy. W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się ogrody francuskie. Ja również postanowiłam podłączyć się do tego nurtu, ponieważ uwielbiam angażowanie małej architektury w krajobraz ogrodów.

Do wykonania alejek, murków i wszelkich mniejszych ścieżek użyłam płytek gresowych, które w sposób oryginalny podkreśliły całą aranżację. Do wykonania prac związanych z położeniem gresów musiałam zatrudnić kilku płytkarzy oraz projektanta. W Poznaniu znalazłam płytkarza, który współpracuje z firmą zajmującą się projektami indywidualnymi. Mój ogród francuski to miejsce, które sprzyja wypoczynkowi, tam w pełni relaksuje się po przepracowanym dniu. Chociaż prace trwały przez całą wiosnę, to nie żałuję, że zdecydowałam się na ten krok.

Elementy użytkowe takie jak ławki, fotele, leżanki i mój ulubiony szezlong rekompensują mi paskudny widok budowy, który witał mnie przez dwa miesiące każdego ranka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.